FOT.Dyck Darryl/CP/ABACA
FOT.MATERIAŁY PRASOWE
FOT. MATERIAŁY PRASOWE
It’s me, hi, I’m the problem, it’s me...
FOT.Chris Pizzello/Invision/AP
FOT.MATERIAŁY PRASOWE
Gdy numer jeden na liście przebojów przestaje być efektem miłości masowej publiczności, a staje się wynikiem chłodnej kalkulacji i wypuszczenia kolejnego wariantu tej samej płyty czy remiksu piosenki, zwycięstwo jakby traci swój urok i smak. Taylor Swift zbudowała imperium na rekordach, ale szaleńcze tempo produkcyjne zabiło magię oczekiwania i przeżywania z nią pełnych muzycznych er. Przypomina to dziś bardziej taśmociąg w fabryce niż chęć dzielenia się z fanami i przeżywania z nimi kolejnego etapu w karierze. Większe wrażenie niż kolejny numer jeden na koncie Taylor robi dziś pojawienie się w dziesiątce najchętniej kupowanych płyt takich artystek jak Tinashe czy Adela. A przecież Swift tyle dała muzyce – zarówno jako tekściarka, wokalistka i po prostu kobieta w zdominowanej przez facetów branży… I wierzę, że równie dużo ma jeszcze do zaoferowania!
„Muzyczny fast-food”, „brzmienie jak z katalogu dzwonków telefonicznych”, „brak progresu”. To tylko kilka z całej masy krytycznych komentarzy pod adresem Taylor Swift, które zalewają media społecznościowe w ostatnich latach. Artystkę posądza się o nieczyste praktyki względem koleżanek po fachu. Gdy Billie Eilish wydała album „Hit Me Hard and Soft”, Swift wypuściła nową wersję „TTPD”, blokując jej możliwość zadebiutowania na szczycie zestawienia. Tak samo zrobiła na rynku brytyjskim, gdy szansę na strącenie jej miała Charli xcx z „BRAT”. Marketingowe ruchy uczyniły z niej w oczach odbiorców desperatkę. Z drugiej strony – czy muzyka pop nie jest pewnego rodzaju konkursem popularności? To, że nowa wersja dostępnej już płyty radzi sobie lepiej niż premierowy materiał konkurencji, też jest w jakiś sposób znamienne.
Największym problemem Swift zdaje się być to, że bijąc kolejne rekordy, pośrednio zdewaluowała pojęcie sukcesu. No bo świetnie, że po premierze „Midnights”, „The Tortured Poets Department” i „The Life of a Showgirl” należało do niej całe TOP 10 Billboardu. Super, że pobiła rekord należący do Adele z wynikiem ponad 3 milionów sprzedanych kopii w tygodniu. Tylko szkoda, że poza „The Fate of Ophelia” nie wygenerowała hitu, który zostałby z nami na dłużej niż kilka tygodni.
Doskonała passa nie mogła trwać wiecznie. Tak przynajmniej przez chwilę się wszystkim wydawało, nawet samej Swift. Pierwszym rozczarowaniem było komercyjne przyjęcie albumu „Lover” z 2019 roku, pierwszego pod szyldem nowej wytwórni płytowej. Krążek, aż do wybicia się „Cruel Summer” w 2023 roku, choć zebrał pozytywne recenzje, nie wylansował żadnego hitu numer jeden i sprzedał się w niespełna 900 tys. egzemplarzy w pierwszym tygodniu. Nawet najbardziej zagorzali Swifties twierdzą, że to właśnie odbiór „ME!”, jej duetu z Brendonem Urie, doprowadził do zrezygnowania przez wokalistkę z wydawania tzw. lead singli. Numer miał przerwać dominację „Old Town Road” na HOT 100, a stał się cringe’owym wspomnieniem, od którego odcina się nawet sama gwiazda.
Zbawienna paradoksalnie okazała się pandemia. Tay znalazła w niej przestrzeń na odkrycie zupełnie innych, bardziej awangardowych brzmień, a efektami były siostrzane, docenione zarówno przez słuchaczy, jak i krytyków wydawnictwa „folklore” oraz „evermore”. Swift powróciła na sam szczyt, z którego postanowiła już nie zejść.
Od 2020 roku wokalistka zaczęła bombardować projektami. Przez sześć lat nagrała nowe wersje czterech kultowych płyt ze swojego katalogu, do których ostatecznie odzyskała prawa, wydała pięć albumów studyjnych i zagrała 149 koncertów w ramach najbardziej dochodowej trasy koncertowej w historii „The Eras Tour”, w tym trzy na PGE Narodowym w Warszawie w sierpniu 2024 roku.
„Jesteś tak gorący, jak twój ostatni hit, kochanie” – przekonuje w utworze „Elizabeth Taylor” Taylor Swift. Patrząc na przyjęcie krążka „The Life of a Showgirl” i żywotność pochodzących z niego singli na listach przebojów, można stwierdzić, że gwiazda cierpi na chwilowy spadek odporności. Ale od początku…
Urodzona w 1989 roku Taylor Alison Swift to bez wątpienia jedna z najciężej pracujących gwiazd światowego show-biznesu. Karierę muzyczną rozpoczęła już jako nastolatka, zaczynając od występów w klubach muzycznych w Nashville. Gdy miała zaledwie 15 lat, na rynku pojawił się jej debiutancki album zatytułowany po prostu „Taylor Swift”, a świat muzyki country stanął na głowie. Amerykańskie nastolatki w końcu otrzymały kogoś, z kim mogły się utożsamiać. Kogoś, kto w swoich utworach mówił ich językiem i z niespotykaną dotąd lekkością przelewał myśli na papier.
Na dalszych etapach jej trwającej już dwie dekady kariery wyróżnić można kilka kluczowych kamieni milowych. Pierwszym z nich było wydanie nagrodzonego statuetką Grammy za Album Roku krążka „Fearless”, który uczynił z niej najmłodszą posiadaczkę tego wyróżnienia w historii. Kolejna płyta, „Speak Now”, zapoczątkowała serię doskonałych wyników sprzedażowych na poziomie miliona egzemplarzy w pierwszym tygodniu od premiery. Po wydaniu „Red” piosenkarka postawiła wszystko na jedną kartę i porzuciła country na rzecz popu, a zaprezentowany w 2014 roku longplay „1989” z takimi hitami jak „Shake It Off” czy „Blank Space” do dziś uchodzi za współczesną biblię popu.
– mówiła na gali Billboadu
Mówią, że za dużo randkuję w wieku dwudziestu kilku lat. Dobra, przestanę. Po prostu będę singielką przez lata. Teraz mówią, że mój album „Red” jest wypełniony zbyt wieloma piosenkami o rozstaniach. Dobra, zrobię taki o przeprowadzce do Nowego Jorku i o tym, że tak naprawdę moje życie jest fajniejsze tylko z przyjaciółmi. O, mówią, że moja muzyka zmienia się za bardzo, żebym mogła zostać w country. W porządku. Dobra, oto kompletna zmiana gatunku i album popowy o nazwie „1989”. Słyszeliście? Extra. Teraz chodzi o to, że pokazuję wam za dużo zdjęć siebie z przyjaciółmi. Dobra. Mogę i z tym przestać. Teraz jestem podobno wyrachowaną manipulatorką, a nie mądrą bizneswoman. Dobra, zniknę z oczu publiczności na lata. Teraz jestem wam przedstawiana jako czarny charakter? Dobra, oto album o nazwie „Reputation” i wszędzie pełno węży. Przez ostatnie 10 lat obserwowałam, jak kobiety w tej branży są krytykowane, porównywane ze sobą i oceniane za wygląd, życie uczuciowe czy stylizacje. Bo czy kiedykolwiek słyszeliście, żeby ktoś powiedział o męskim artyście: „Bardzo lubię jego piosenki, ale sam nie wiem… jest w nim po prostu coś takiego, co mi nie pasuje”? Nie! Taka krytyka jest zarezerwowana dla nas!
"
„I watched it begin again”
„I promise that you’ll never find another like me”
POP IKONY
Co dziś oznacza bycie numerem jeden? Taylor Swift bije rekordy, a świat mówi „stop!”
Taylor Swift osiągnęła w muzyce niemalże wszystko, bijąc rekordy należące do takich legend popu jak Madonna czy Michael Jackson. Fani nie bez powodu nazywają ją synonimem całego przemysłu muzycznego. Problem jednak w tym, że im więcej osiągnięć na jej koncie, tym mniejsze mają one znaczenie. Czy Taylor Swift nieumyślnie zdewaluowała pojęcie sukcesu? I co tak naprawdę oznacza dziś posiadanie numeru jeden?
Maksymilian Kluziewicz
02.11.2026
WYDANIE 05 · LISTOPAD 2026
Przeglądaj archiwum →
Przegapiłeś poprzednie numery? Wszystkie wydania ESKA Story w jednym miejscu
Koniec z dresami komplety domowe to nowy trend milenialsow
Edynburg na weekend: co zobaczyć w 3 dni i czego spróbować
10 wskazówek, za które Twoje włosy Ci podziękują. Jak dbać o włosy w domowym zaciszu?
CZYTAJ DALEJ
REDAKCJA
© 2026 ESKA STORY
ESKA STORY · CYFROWY MAGAZYN ESKA.pl
Karol Gruszka, Karina Mozolewska, Piotr Dąbrowski, Paweł Wypych, Dominika Łapińska, Krzysztof Dąbrowski, Tomasz Pietrzyk, Mateusz Reska, Alicja Nochowicz, Maksymilian Kluziewicz, Adrian Rybak, Kamil Polewski, Karolina Piątkowska, Amadeusz Calik, Julita Buczek, Damian Bobrowski, Jakub Grzechowiak
Gdy numer jeden na liście przebojów przestaje być efektem miłości masowej publiczności, a staje się wynikiem chłodnej kalkulacji i wypuszczenia kolejnego wariantu tej samej płyty czy remiksu piosenki, zwycięstwo jakby traci swój urok i smak. Taylor Swift zbudowała imperium na rekordach, ale szaleńcze tempo produkcyjne zabiło magię oczekiwania i przeżywania z nią pełnych muzycznych er. Przypomina to dziś bardziej taśmociąg w fabryce niż chęć dzielenia się z fanami i przeżywania z nimi kolejnego etapu w karierze. Większe wrażenie niż kolejny numer jeden na koncie Taylor robi dziś pojawienie się w dziesiątce najchętniej kupowanych płyt takich artystek jak Tinashe czy Adela. A przecież Swift tyle dała muzyce – zarówno jako tekściarka, wokalistka i po prostu kobieta w zdominowanej przez facetów branży… I wierzę, że równie dużo ma jeszcze do zaoferowania!
– mówiła na gali Billboadu
Mówią, że za dużo randkuję w wieku dwudziestu kilku lat. Dobra, przestanę. Po prostu będę singielką przez lata. Teraz mówią, że mój album „Red” jest wypełniony zbyt wieloma piosenkami o rozstaniach. Dobra, zrobię taki o przeprowadzce do Nowego Jorku i o tym, że tak naprawdę moje życie jest fajniejsze tylko z przyjaciółmi. O, mówią, że moja muzyka zmienia się za bardzo, żebym mogła zostać w country. W porządku. Dobra, oto kompletna zmiana gatunku i album popowy o nazwie „1989”. Słyszeliście? Extra. Teraz chodzi o to, że pokazuję wam za dużo zdjęć siebie z przyjaciółmi. Dobra. Mogę i z tym przestać. Teraz jestem podobno wyrachowaną manipulatorką, a nie mądrą bizneswoman. Dobra, zniknę z oczu publiczności na lata. Teraz jestem wam przedstawiana jako czarny charakter? Dobra, oto album o nazwie „Reputation” i wszędzie pełno węży. Przez ostatnie 10 lat obserwowałam, jak kobiety w tej branży są krytykowane, porównywane ze sobą i oceniane za wygląd, życie uczuciowe czy stylizacje. Bo czy kiedykolwiek słyszeliście, żeby ktoś powiedział o męskim artyście: „Bardzo lubię jego piosenki, ale sam nie wiem… jest w nim po prostu coś takiego, co mi nie pasuje”? Nie! Taka krytyka jest zarezerwowana dla nas!
"
„Jesteś tak gorący, jak twój ostatni hit, kochanie” – przekonuje w utworze „Elizabeth Taylor” Taylor Swift. Patrząc na przyjęcie krążka „The Life of a Showgirl” i żywotność pochodzących z niego singli na listach przebojów, można stwierdzić, że gwiazda cierpi na chwilowy spadek odporności. Ale od początku…
FOT.Dyck Darryl/CP/ABACA
FOT.MATERIAŁY PRASOWE
POP IKONY
Co dziś oznacza bycie numerem jeden? Taylor Swift bije rekordy, a świat mówi „stop!”
Taylor Swift osiągnęła w muzyce niemalże wszystko, bijąc rekordy należące do takich legend popu jak Madonna czy Michael Jackson. Fani nie bez powodu nazywają ją synonimem całego przemysłu muzycznego. Problem jednak w tym, że im więcej osiągnięć na jej koncie, tym mniejsze mają one znaczenie. Czy Taylor Swift nieumyślnie zdewaluowała pojęcie sukcesu? I co tak naprawdę oznacza dziś posiadanie numeru jeden?
Maksymilian Kluziewicz
02.11.2026
FOT. MATERIAŁY PRASOWE
„I watched it begin again”
„Muzyczny fast-food”, „brzmienie jak z katalogu dzwonków telefonicznych”, „brak progresu”. To tylko kilka z całej masy krytycznych komentarzy pod adresem Taylor Swift, które zalewają media społecznościowe w ostatnich latach. Artystkę posądza się o nieczyste praktyki względem koleżanek po fachu. Gdy Billie Eilish wydała album „Hit Me Hard and Soft”, Swift wypuściła nową wersję „TTPD”, blokując jej możliwość zadebiutowania na szczycie zestawienia. Tak samo zrobiła na rynku brytyjskim, gdy szansę na strącenie jej miała Charli xcx z „BRAT”. Marketingowe ruchy uczyniły z niej w oczach odbiorców desperatkę. Z drugiej strony – czy muzyka pop nie jest pewnego rodzaju konkursem popularności? To, że nowa wersja dostępnej już płyty radzi sobie lepiej niż premierowy materiał konkurencji, też jest w jakiś sposób znamienne.
Największym problemem Swift zdaje się być to, że bijąc kolejne rekordy, pośrednio zdewaluowała pojęcie sukcesu. No bo świetnie, że po premierze „Midnights”, „The Tortured Poets Department” i „The Life of a Showgirl” należało do niej całe TOP 10 Billboardu. Super, że pobiła rekord należący do Adele z wynikiem ponad 3 milionów sprzedanych kopii w tygodniu. Tylko szkoda, że poza „The Fate of Ophelia” nie wygenerowała hitu, który zostałby z nami na dłużej niż kilka tygodni.
It’s me, hi, I’m the problem, it’s me...
FOT.Chris Pizzello/Invision/AP
FOT.MATERIAŁY PRASOWE
Doskonała passa nie mogła trwać wiecznie. Tak przynajmniej przez chwilę się wszystkim wydawało, nawet samej Swift. Pierwszym rozczarowaniem było komercyjne przyjęcie albumu „Lover” z 2019 roku, pierwszego pod szyldem nowej wytwórni płytowej. Krążek, aż do wybicia się „Cruel Summer” w 2023 roku, choć zebrał pozytywne recenzje, nie wylansował żadnego hitu numer jeden i sprzedał się w niespełna 900 tys. egzemplarzy w pierwszym tygodniu. Nawet najbardziej zagorzali Swifties twierdzą, że to właśnie odbiór „ME!”, jej duetu z Brendonem Urie, doprowadził do zrezygnowania przez wokalistkę z wydawania tzw. lead singli. Numer miał przerwać dominację „Old Town Road” na HOT 100, a stał się cringe’owym wspomnieniem, od którego odcina się nawet sama gwiazda.
Zbawienna paradoksalnie okazała się pandemia. Tay znalazła w niej przestrzeń na odkrycie zupełnie innych, bardziej awangardowych brzmień, a efektami były siostrzane, docenione zarówno przez słuchaczy, jak i krytyków wydawnictwa „folklore” oraz „evermore”. Swift powróciła na sam szczyt, z którego postanowiła już nie zejść.
Od 2020 roku wokalistka zaczęła bombardować projektami. Przez sześć lat nagrała nowe wersje czterech kultowych płyt ze swojego katalogu, do których ostatecznie odzyskała prawa, wydała pięć albumów studyjnych i zagrała 149 koncertów w ramach najbardziej dochodowej trasy koncertowej w historii „The Eras Tour”, w tym trzy na PGE Narodowym w Warszawie w sierpniu 2024 roku.
Urodzona w 1989 roku Taylor Alison Swift to bez wątpienia jedna z najciężej pracujących gwiazd światowego show-biznesu. Karierę muzyczną rozpoczęła już jako nastolatka, zaczynając od występów w klubach muzycznych w Nashville. Gdy miała zaledwie 15 lat, na rynku pojawił się jej debiutancki album zatytułowany po prostu „Taylor Swift”, a świat muzyki country stanął na głowie. Amerykańskie nastolatki w końcu otrzymały kogoś, z kim mogły się utożsamiać. Kogoś, kto w swoich utworach mówił ich językiem i z niespotykaną dotąd lekkością przelewał myśli na papier.
Na dalszych etapach jej trwającej już dwie dekady kariery wyróżnić można kilka kluczowych kamieni milowych. Pierwszym z nich było wydanie nagrodzonego statuetką Grammy za Album Roku krążka „Fearless”, który uczynił z niej najmłodszą posiadaczkę tego wyróżnienia w historii. Kolejna płyta, „Speak Now”, zapoczątkowała serię doskonałych wyników sprzedażowych na poziomie miliona egzemplarzy w pierwszym tygodniu od premiery. Po wydaniu „Red” piosenkarka postawiła wszystko na jedną kartę i porzuciła country na rzecz popu, a zaprezentowany w 2014 roku longplay „1989” z takimi hitami jak „Shake It Off” czy „Blank Space” do dziś uchodzi za współczesną biblię popu.
„I promise that you’ll never find another like me”
WYDANIE 05 · LISTOPAD 2026
Przeglądaj archiwum →
Przegapiłeś poprzednie numery? Wszystkie wydania ESKA Story w jednym miejscu
Koniec z dresami komplety domowe to nowy trend milenialsow
Edynburg na weekend: co zobaczyć w 3 dni i czego spróbować
10 wskazówek, za które Twoje włosy Ci podziękują. Jak dbać o włosy w domowym zaciszu?
CZYTAJ DALEJ
Karol Gruszka, Karina Mozolewska, Piotr Dąbrowski, Paweł Wypych, Dominika Łapińska, Krzysztof Dąbrowski, Tomasz Pietrzyk, Mateusz Reska, Alicja Nochowicz, Maksymilian Kluziewicz, Adrian Rybak, Kamil Polewski, Karolina Piątkowska, Amadeusz Calik, Julita Buczek, Damian Bobrowski, Jakub Grzechowiak
© 2026 ESKA STORY
ESKA STORY · CYFROWY MAGAZYN ESKA.pl
REDAKCJA
