Serial "Wśród nocnej ciszy" w reżyserii Jana Holoubka oraz głównego scenarzysty, Macieja Kowalewskiego (który stanął za kamerą odcinka piątego), zadebiutuje w serwisie HBO Max w piątek 13 listopada. Współscenarzystą był Piotr Konstantinow, a w obsadzie znaleźli się m.in. Magdalena Biegańska, Jędrzej Hycnar, Łukasz Simlat, Justyna Wasilewska, Adam Woronowicz, Tomasz Schuchardt, Ewelina Starejki, Tomasz Włosok, Kacper Sasin, Nel Kaczmarek oraz Barbara Wypych.
JH: Jako reżyser staram się zawsze uzasadnić obecność danej postaci na ekranie, nawet jak ona robi najgorsze rzeczy. I szukam w tych postaciach, tych negatywnych też, jakichś odcieni szarości i zawsze się zastanawiam jak to się dzieje, że człowiek jest w stanie wpaść na taki pomysł, żeby kogoś tak skrzywdzić. Gdybym nie szukał odpowiedzi na te pytania, to pewnie bym robił lżejsze filmy, ale to jest coś, co mnie bardzo interesuje i zastanawia, więc ja staram się nie przedstawiać w swoich produkcjach tych negatywnych postaci jako po prostu psychopatów, tylko szukam jakiegoś psychologicznego wytłumaczenia, dlaczego stało się tak jak się stało. Nie zawsze można znaleźć na to odpowiedź, ale warto jest grzebać.
FOT.MARCIN MAKOWSKi/WŚRÓD NOCNEJ CISZY
FOT.MARCIN MAKOWSKi/WŚRÓD NOCNEJ CISZY
HBO MAX/WŚRÓD NOCNEJ CISZY
Jan Holoubek: Ja ten serial zrobiłem z wielu powodów, ale jednym z głównych jest chęć oddania hołdu ofiarom i rodzinie, która została po tym wszystkim, czyli matka i ojciec. Mam takie poczucie, że dużo mówimy o złu, które się wydarzyło, o mechanizmach i tak dalej, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby jakoś oddać hołd, uwiecznić tych ludzi, którzy zginęli. To jest moja motywacja - podsumowuje reżyser.
JW: Najbardziej kuszące i takie paraliżujące było pytanie i odpowiedź na to pytanie: jak to zrobić, żeby być jako aktor wiarygodnym, że gram człowieka, który w 1976 roku ma te prawie 50 lat, czyli urodził się jeszcze przed - i pamiętajmy, że na wsi - II wojną światową. To jest zupełnie inny rodzaj człowieka. To jest rodzaj człowieka, którego już tu w mieście nie jesteśmy w stanie nigdy minąć na chodniku, takich ludzi praktycznie nie ma, jakby pokoleniowo. I to było chyba takie najistotniejsze moje pytanie - jak to zacząć robić - przyznaje.
Justyna Wasilewska: Powiem ci szczerze, że pierwszy raz miałam takie doświadczenie, że dostajesz po prostu do roboty taką bohaterkę [...]. Właściwie nie chcesz jej zrozumieć, masz jakiś opór w sobie, żeby w ogóle tam wejść i chcieć to zrozumieć, jakkolwiek to usprawiedliwić, bo nie chcesz tego usprawiedliwiać, chcesz to ocenić, a jednocześnie musisz to zagrać, gdzieś jakoś to przedstawić tak, żeby to było wiarygodne. Więc było to bardzo ciekawe doświadczenie i gdzieś jakąś taką metodą dla mnie była po prostu realizacja tylko konkretnych, kolejnych etapów. Niezastanawianie się, niewchodzenie za bardzo w refleksje, tylko po prostu wchodzenie i jak rzemieślnik wykonywanie kolejnej części jakiegoś mebla, który w rezultacie jest po prostu maszyną tortur. [...] Chociaż i tak miejscami było to trudne, bo [...] były tam sceny na tyle bezwzględne, że samo uczestnictwo w nich było po prostu dość trudne.
FOT.MARCIN MAKOWSKi/jUATYNA WASILEWSKA
FOT.MARCIN MAKOWSKi/jan holOUBEK
Na gruncie psychologicznym z pewnością nie pomagał fakt, iż ta przerażająca historia wydarzyła się naprawdę. Że ludzie rzeczywiście są w stanie zgotować bliźnim taki los. Łukasz Simlat wyznał mi, że pierwszym pytaniem, z którym się zmierzył, było to, czy w ogóle chce wcielić się w tak negatywną, i autentyczną, postać. - Sam tak mam, z roku na rok to widzę, obserwuję, że coraz ciężej jest mi się otaczać złą energią, to znaczy nurkować w mrok. Bardzo mnie to interesuje, cały czas bardzo mnie interesują tego efekty, ale coraz cięższe to bywa dla organizmu i dla psychiki. Oczywiście nie mam jakiegoś problemu z wyjściem z roli i tak dalej. Znam ścieżkę wejścia, żeby coś tam zrobić, to wiem też jak i zejść - powiedział. Co zatem skusiło go do przyjęcia roli we "Wśród nocnej ciszy"?
Jan Holoubek zadbał o to, by w centrum opowieści znalazły się ofiary - zarówno te, które straciły życie, jak i te, które opłakują bliskich. Nie oznacza to jednak, że nie interesują go złoczyńcy. Wprost przeciwnie.
W dobie popularności gatunku true crime można odnieść wrażenie, że filmowcy robią ze zbrodniarzy coś na kształt upiornych celebrytów, a z ich ofiar jedynie anegdoty, kolejne pionki na planszy kryminalnej opowieści. Jan Holoubek, który ukochał sobie przenoszenie na ekran autentycznych tragedii, podchodzi do sprawy ze znacznie większą wrażliwością i przede wszystkim odpowiedzialnością. - Ten kij ma dwa końce. Z jednej strony to są na ogół historie, które mają olbrzymią siłę rażenia i też taką siłę przyciągania widowni, bo widownia generalnie lubi te historie prawdziwe, tak to nazwijmy. No ale z drugiej strony pojawia się duża odpowiedzialność za to, co opowiadamy, jak to opowiadamy. Jako twórcy mamy pewną moc sterowania, że tak powiem, emocjami widzów, więc trzeba bardzo mocno rozważyć po prostu, jak coś opowiedzieć, żeby w miarę możliwości nie skrzywdzić kogoś, kto na to nie zasługuje - przyznaje w naszej rozmowie, po czym zdradza, że u źródła zawsze leży jego motywacja jako twórcy. To, dlaczego chce opowiedzieć daną historię.
Aktor chwali przy tym Jana Holoubka, który dał mu wystarczająco dużo czasu na przygotowanie się do tego występu. Co ciekawe, za inspirację posłużył mu tu jego dziadek, który był... kompletnym przeciwieństwem granego przezeń bohatera. - Był bardzo fajnym, super empatycznym facetem, który uwielbiał przyrodę, uwielbiał zwierzęta i był moim pierwszym przewodnikiem po świecie przyrody i zwierząt, co jest dla mnie bardzo wzruszające. Ale był osobą, która wychowała się na wsi. [...] Potem momentami na planie, jak mi się udało coś powiedzieć; tak jak pamiętałem, jak dziadek mówił, z tym samym rodzajem jakby intonacji; to czułem się dosyć creepy. Czułem się jakby przeze mnie dybuk jakiś przechodził i to była taka moja prywatna jakaś satysfakcja, bo wiedziałem, że to jest bohater, którego się nie da obronić, że to jest bohater, którego trzeba rozepchać, stworzyć pozór dla widza walki o jego prawdę, ale jednocześnie przymagnesować go czymś - opowiada.
A jak obsada radziła sobie z tymi trudnymi emocjami? - Naszym wspólnym i zbiorowym narzędziem ochronnym było poczucie humoru. Naprawdę, my tam zbiorowo sobie rozpuszczaliśmy te napięcia, które musieliśmy zbudować w scenach, i to nas myślę jakoś tak zbiorowo ratowało i przed tym mrozem i przed tym tematem, które były naprawdę bardzo mocne - zdradza aktorka.
Dlaczego właśnie zbrodnia połaniecka? Jan Holoubek o swoich twórczych motywacjach
"Takich ludzi już nie ma"
Zachwyciła w "Heweliuszu", teraz pokazuje, że stać ją na jeszcze więcej
- Nie byłam na jakimś kursie grania zła pt. "Jak zagrać potworzycę" - mówi w naszej rozmowie Justyna Wasilewska. Swoją bohaterkę nazywa kobietą, której nie jest w stanie ani obronić, ani do końca zrozumieć. Jak zatem zdołała ją tak wiarygodnie zagrać?
Łukasz Simlat i Justyna Wasilewska grają zaś personifikacje ludzkich potworów - a mi opowiadają o tym, jak przygotować się do tak wymagających ról. I przy okazji nie zwariować.
Wigilia 1976 roku, śnieg, cisza, ciemność. Na drodze pomiędzy Połańcem a wsią Zrębin, pod kołami autobusu znalezione zostają trzy ciała - młodej ciężarnej kobiety, jej męża oraz młodszego brata. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Zdruzgotana matka ofiar (w tej roli Magdalena Biegańska) domaga się sprawiedliwości, a zawzięty śledczy (znany z "1670" Jędrzej Hycnar) nie spocznie, dopóki nie rozwiąże tej przerażającej układanki. Po drugiej stronie barykady stoją sołtys Lech Wojda (fenomenalna rola Łukasza Simlata) i jego siostra Irena Karaś (Justyna Wasilewska), jawiący się nam jako czyste zło w ludzkiej postaci.
WYWIAD
Jan Holoubek i ludzkie potwory. Tak powstawał najlepszy polski serial tego roku
Niech was nie zwiedzie niewinnie brzmiący tytuł i niepozorny plakat. Serial "Wśród nocnej ciszy", oparty na reportażu Wiesława Łuki pt. "Nie oświadczam się", opowiada przerażającą historię, która, o zgrozo, wydarzyła się naprawdę. Twórca "Heweliusza" i "Wielkiej wody" ponownie pochyla się nad ludzką tragedią, tym razem biorąc na tapet zbrodnię połaniecką, która przed laty wstrząsnęła Polską.
Natalia Nowecka
02.11.2026
WYDANIE 05 · LISTOPAD 2026
Przeglądaj archiwum →
Przegapiłeś poprzednie numery? Wszystkie wydania ESKA Story w jednym miejscu
Koniec z dresami komplety domowe to nowy trend milenialsow
Edynburg na weekend: co zobaczyć w 3 dni i czego spróbować
10 wskazówek, za które Twoje włosy Ci podziękują. Jak dbać o włosy w domowym zaciszu?
CZYTAJ DALEJ
REDAKCJA
© 2026 ESKA STORY
ESKA STORY · CYFROWY MAGAZYN ESKA.pl
Karol Gruszka, Karina Mozolewska, Piotr Dąbrowski, Paweł Wypych, Dominika Łapińska, Krzysztof Dąbrowski, Tomasz Pietrzyk, Mateusz Reska, Alicja Nochowicz, Maksymilian Kluziewicz, Adrian Rybak, Kamil Polewski, Karolina Piątkowska, Amadeusz Calik, Julita Buczek, Damian Bobrowski, Jakub Grzechowiak
Serial "Wśród nocnej ciszy" w reżyserii Jana Holoubka oraz głównego scenarzysty, Macieja Kowalewskiego (który stanął za kamerą odcinka piątego), zadebiutuje w serwisie HBO Max w piątek 13 listopada. Współscenarzystą był Piotr Konstantinow, a w obsadzie znaleźli się m.in. Magdalena Biegańska, Jędrzej Hycnar, Łukasz Simlat, Justyna Wasilewska, Adam Woronowicz, Tomasz Schuchardt, Ewelina Starejki, Tomasz Włosok, Kacper Sasin, Nel Kaczmarek oraz Barbara Wypych.
JH: Jako reżyser staram się zawsze uzasadnić obecność danej postaci na ekranie, nawet jak ona robi najgorsze rzeczy. I szukam w tych postaciach, tych negatywnych też, jakichś odcieni szarości i zawsze się zastanawiam jak to się dzieje, że człowiek jest w stanie wpaść na taki pomysł, żeby kogoś tak skrzywdzić. Gdybym nie szukał odpowiedzi na te pytania, to pewnie bym robił lżejsze filmy, ale to jest coś, co mnie bardzo interesuje i zastanawia, więc ja staram się nie przedstawiać w swoich produkcjach tych negatywnych postaci jako po prostu psychopatów, tylko szukam jakiegoś psychologicznego wytłumaczenia, dlaczego stało się tak jak się stało. Nie zawsze można znaleźć na to odpowiedź, ale warto jest grzebać.
Jan Holoubek zadbał o to, by w centrum opowieści znalazły się ofiary - zarówno te, które straciły życie, jak i te, które opłakują bliskich. Nie oznacza to jednak, że nie interesują go złoczyńcy. Wprost przeciwnie.
W dobie popularności gatunku true crime można odnieść wrażenie, że filmowcy robią ze zbrodniarzy coś na kształt upiornych celebrytów, a z ich ofiar jedynie anegdoty, kolejne pionki na planszy kryminalnej opowieści. Jan Holoubek, który ukochał sobie przenoszenie na ekran autentycznych tragedii, podchodzi do sprawy ze znacznie większą wrażliwością i przede wszystkim odpowiedzialnością. - Ten kij ma dwa końce. Z jednej strony to są na ogół historie, które mają olbrzymią siłę rażenia i też taką siłę przyciągania widowni, bo widownia generalnie lubi te historie prawdziwe, tak to nazwijmy. No ale z drugiej strony pojawia się duża odpowiedzialność za to, co opowiadamy, jak to opowiadamy. Jako twórcy mamy pewną moc sterowania, że tak powiem, emocjami widzów, więc trzeba bardzo mocno rozważyć po prostu, jak coś opowiedzieć, żeby w miarę możliwości nie skrzywdzić kogoś, kto na to nie zasługuje - przyznaje w naszej rozmowie, po czym zdradza, że u źródła zawsze leży jego motywacja jako twórcy. To, dlaczego chce opowiedzieć daną historię.
Dlaczego właśnie zbrodnia połaniecka? Jan Holoubek o swoich twórczych motywacjach
Aktor chwali przy tym Jana Holoubka, który dał mu wystarczająco dużo czasu na przygotowanie się do tego występu. Co ciekawe, za inspirację posłużył mu tu jego dziadek, który był... kompletnym przeciwieństwem granego przezeń bohatera. - Był bardzo fajnym, super empatycznym facetem, który uwielbiał przyrodę, uwielbiał zwierzęta i był moim pierwszym przewodnikiem po świecie przyrody i zwierząt, co jest dla mnie bardzo wzruszające. Ale był osobą, która wychowała się na wsi. [...] Potem momentami na planie, jak mi się udało coś powiedzieć; tak jak pamiętałem, jak dziadek mówił, z tym samym rodzajem jakby intonacji; to czułem się dosyć creepy. Czułem się jakby przeze mnie dybuk jakiś przechodził i to była taka moja prywatna jakaś satysfakcja, bo wiedziałem, że to jest bohater, którego się nie da obronić, że to jest bohater, którego trzeba rozepchać, stworzyć pozór dla widza walki o jego prawdę, ale jednocześnie przymagnesować go czymś - opowiada.
Na gruncie psychologicznym z pewnością nie pomagał fakt, iż ta przerażająca historia wydarzyła się naprawdę. Że ludzie rzeczywiście są w stanie zgotować bliźnim taki los. Łukasz Simlat wyznał mi, że pierwszym pytaniem, z którym się zmierzył, było to, czy w ogóle chce wcielić się w tak negatywną, i autentyczną, postać. - Sam tak mam, z roku na rok to widzę, obserwuję, że coraz ciężej jest mi się otaczać złą energią, to znaczy nurkować w mrok. Bardzo mnie to interesuje, cały czas bardzo mnie interesują tego efekty, ale coraz cięższe to bywa dla organizmu i dla psychiki. Oczywiście nie mam jakiegoś problemu z wyjściem z roli i tak dalej. Znam ścieżkę wejścia, żeby coś tam zrobić, to wiem też jak i zejść - powiedział. Co zatem skusiło go do przyjęcia roli we "Wśród nocnej ciszy"?
"Takich ludzi już nie ma"
JW: Najbardziej kuszące i takie paraliżujące było pytanie i odpowiedź na to pytanie: jak to zrobić, żeby być jako aktor wiarygodnym, że gram człowieka, który w 1976 roku ma te prawie 50 lat, czyli urodził się jeszcze przed - i pamiętajmy, że na wsi - II wojną światową. To jest zupełnie inny rodzaj człowieka. To jest rodzaj człowieka, którego już tu w mieście nie jesteśmy w stanie nigdy minąć na chodniku, takich ludzi praktycznie nie ma, jakby pokoleniowo. I to było chyba takie najistotniejsze moje pytanie - jak to zacząć robić - przyznaje.
Justyna Wasilewska: Powiem ci szczerze, że pierwszy raz miałam takie doświadczenie, że dostajesz po prostu do roboty taką bohaterkę [...]. Właściwie nie chcesz jej zrozumieć, masz jakiś opór w sobie, żeby w ogóle tam wejść i chcieć to zrozumieć, jakkolwiek to usprawiedliwić, bo nie chcesz tego usprawiedliwiać, chcesz to ocenić, a jednocześnie musisz to zagrać, gdzieś jakoś to przedstawić tak, żeby to było wiarygodne. Więc było to bardzo ciekawe doświadczenie i gdzieś jakąś taką metodą dla mnie była po prostu realizacja tylko konkretnych, kolejnych etapów. Niezastanawianie się, niewchodzenie za bardzo w refleksje, tylko po prostu wchodzenie i jak rzemieślnik wykonywanie kolejnej części jakiegoś mebla, który w rezultacie jest po prostu maszyną tortur. [...] Chociaż i tak miejscami było to trudne, bo [...] były tam sceny na tyle bezwzględne, że samo uczestnictwo w nich było po prostu dość trudne.
FOT.MARCIN MAKOWSKi/WŚRÓD NOCNEJ CISZY
Jan Holoubek: Ja ten serial zrobiłem z wielu powodów, ale jednym z głównych jest chęć oddania hołdu ofiarom i rodzinie, która została po tym wszystkim, czyli matka i ojciec. Mam takie poczucie, że dużo mówimy o złu, które się wydarzyło, o mechanizmach i tak dalej, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby jakoś oddać hołd, uwiecznić tych ludzi, którzy zginęli. To jest moja motywacja - podsumowuje reżyser.
FOT.MARCIN MAKOWSKi/WŚRÓD NOCNEJ CISZY
HBO MAX/WŚRÓD NOCNEJ CISZY
A jak obsada radziła sobie z tymi trudnymi emocjami? - Naszym wspólnym i zbiorowym narzędziem ochronnym było poczucie humoru. Naprawdę, my tam zbiorowo sobie rozpuszczaliśmy te napięcia, które musieliśmy zbudować w scenach, i to nas myślę jakoś tak zbiorowo ratowało i przed tym mrozem i przed tym tematem, które były naprawdę bardzo mocne - zdradza aktorka.
Zachwyciła w "Heweliuszu", teraz pokazuje, że stać ją na jeszcze więcej
- Nie byłam na jakimś kursie grania zła pt. "Jak zagrać potworzycę" - mówi w naszej rozmowie Justyna Wasilewska. Swoją bohaterkę nazywa kobietą, której nie jest w stanie ani obronić, ani do końca zrozumieć. Jak zatem zdołała ją tak wiarygodnie zagrać?
FOT.MARCIN MAKOWSKi/jUATYNA WASILEWSKA
FOT.MARCIN MAKOWSKi/jan holOUBEK
Łukasz Simlat i Justyna Wasilewska grają zaś personifikacje ludzkich potworów - a mi opowiadają o tym, jak przygotować się do tak wymagających ról. I przy okazji nie zwariować.
Wigilia 1976 roku, śnieg, cisza, ciemność. Na drodze pomiędzy Połańcem a wsią Zrębin, pod kołami autobusu znalezione zostają trzy ciała - młodej ciężarnej kobiety, jej męża oraz młodszego brata. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Zdruzgotana matka ofiar (w tej roli Magdalena Biegańska) domaga się sprawiedliwości, a zawzięty śledczy (znany z "1670" Jędrzej Hycnar) nie spocznie, dopóki nie rozwiąże tej przerażającej układanki. Po drugiej stronie barykady stoją sołtys Lech Wojda (fenomenalna rola Łukasza Simlata) i jego siostra Irena Karaś (Justyna Wasilewska), jawiący się nam jako czyste zło w ludzkiej postaci.
WYWIAD
Jan Holoubek i ludzkie potwory. Tak powstawał najlepszy polski serial tego roku
Niech was nie zwiedzie niewinnie brzmiący tytuł i niepozorny plakat. Serial "Wśród nocnej ciszy", oparty na reportażu Wiesława Łuki pt. "Nie oświadczam się", opowiada przerażającą historię, która, o zgrozo, wydarzyła się naprawdę. Twórca "Heweliusza" i "Wielkiej wody" ponownie pochyla się nad ludzką tragedią, tym razem biorąc na tapet zbrodnię połaniecką, która przed laty wstrząsnęła Polską.
Natalia Nowecka
02.11.2026
WYDANIE 05 · LISTOPAD 2026
Przeglądaj archiwum →
Przegapiłeś poprzednie numery? Wszystkie wydania ESKA Story w jednym miejscu
Koniec z dresami komplety domowe to nowy trend milenialsow
Edynburg na weekend: co zobaczyć w 3 dni i czego spróbować
10 wskazówek, za które Twoje włosy Ci podziękują. Jak dbać o włosy w domowym zaciszu?
CZYTAJ DALEJ
Karol Gruszka, Karina Mozolewska, Piotr Dąbrowski, Paweł Wypych, Dominika Łapińska, Krzysztof Dąbrowski, Tomasz Pietrzyk, Mateusz Reska, Alicja Nochowicz, Maksymilian Kluziewicz, Adrian Rybak, Kamil Polewski, Karolina Piątkowska, Amadeusz Calik, Julita Buczek, Damian Bobrowski, Jakub Grzechowiak
© 2026 ESKA STORY
ESKA STORY · CYFROWY MAGAZYN ESKA.pl
REDAKCJA
